już to widziałem
ale nie potrafię sobie przypomnieć
- gdzie
już to słyszałem
ale nie mam za grosz pojęcia
- kiedy
już to przeżyłem
ale nikomu nie powiem jak i po co
- bo nie wiem
choć chciałbym się tego dowiedzieć
zanim odejdę nie wiedząc - dokąd
już to widziałem
ale nie potrafię sobie przypomnieć
- gdzie
już to słyszałem
ale nie mam za grosz pojęcia
- kiedy
już to przeżyłem
ale nikomu nie powiem jak i po co
- bo nie wiem
choć chciałbym się tego dowiedzieć
zanim odejdę nie wiedząc - dokąd
dla Frani
∗ ∗ ∗
i gdzie teraz jesteś
w tej swojej pełnej miłości
podróży przez życie
potrzebującej dobrego opisu
potrzebującej
słów dużo mocniejszych
od tej naszej słabości
przechodzenia
do porządku dziennego
pośród ciepła
obrazów namalowanych
przez Twoje serce
w osób pamięci tak wielu
jak wiele dni zostało
przez Ciebie zmienionych
na lepsze
- a dni tych
zliczyć nikt nie zdoła
bo nie skończyły się przecież
mimo
że stąd odeszłaś
a miało być tak pięknie... - mówi Pierwszy
patrząc w niebo
jakby właśnie tam kryła się odpowiedź
dlaczego jednak tak nie jest
a nie mówiłem? - odzywa się Drugi
lecz w jego głosie
już nie słychać rozgoryczenia czy złości
tylko niemaskowany gniew
- na dodatek próbują dzielić ludzi
choć pewnie dobrze wiedzą
o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi
i jak źle może się to dla nas skończyć
Trzeci zastanawia się co trzeba by zrobić
aby bez utraty godności sprostać tej sytuacji
dzisiaj
- dzisiaj ale też i jutro
zanim trzej mędrcy wyruszą w swą drogę
tak zimno zrobiło się wokół
coraz więcej nocy za dnia
- smutek zagląda nam w oczy
zastyga zmrożona twarz
szron pisze coś na szybach
w sobie tylko znanym języku
- bo ciepło gdzieś się ukryło
a ogień w szarówce zaginął
powietrze jest takie chłodne
tak chłodne jak twoje dłonie
- narasta poczucie głodu
za małym okruchem słońca
lecz w końcu ta "zima" minie
powróci w nas duch i wiara
- zły czas odejdzie w dal siną
obudzi się w sercach radość
myśląc że ją odzyskujesz
- oddajesz ją za kolejną
(i zapewne wcale nieostatnią)
sfabrykowaną porcję złudzeń
którą karmisz swoje pragnienie
przeżycia
ale ona wie co się dalej stanie
i dziwi się
że nadal nie widzisz
ku czemu to wszystko zmierza
tak niewiele już bowiem brakuje
by stała się kolejnym
numerem
w katalogu chorób
które należy przymusowo
"leczyć"
oczywiście dla twojego dobra
- nie inaczej
tuż obok skały
którą stworzyła natura w swej fantazji
wypływam na morze snu
dotykam ręką wody
- lecz to nie woda jest a melodia
oplatająca mnie jak winorośl
słodyczą słońca karmiącego oliwne gaje
po których Posejdon w ciszy
spaceruje z Amfitrytą
widzę
jak w oddali (znów!) przepływa Odyseusz
wracający do domu
w towarzystwie uczynnych delfinów
melodia nie wiedzieć kiedy staje się kotwicą
mocuję do niej linię życia narysowaną
na mojej dłoni ołówkiem
przez słowa
zatemperowanym
by nim opisać kolejny rejs w ten wymiar
wciąż cyfrą nienazwany
- lecz nic z tego nie będzie
bo gdy tylko oczy otwieram słowa właściwe
w boskiej mgle tajemnic nagle znikają
czasem śmiejemy się chyba trochę za głośno
jakbyśmy chcieli zagłuszyć
ten w duszy naszej wieczny niepokój
zbyt często pijemy też chyba za dużo
i przeklinamy trochę za mocno
lecz raczej można na nas liczyć w potrzebie
od czasu do czasu robimy nawet jakieś plany
na przyszłość i bliższą i dalszą
mimo niewiary w to co przynosi nam los
bywamy też zazdrośni o rzeczy tak małe
że potem ze wstydu się długo palimy
szukając wszędzie wody by ugasić ten pożar
tak bardzo jak kochamy umiemy nienawidzić
za wielkie nic i za małe wszystko
tak samo jak innych tak i samych siebie
i trochę za dużo mówimy prosto w oczy
o czym mówić jest teraz niepoprawnie
zapominając co srebrem jest a co - złotem?