sobota, 20 grudnia 2025

by dalej iść

 

upadamy nie raz i nie dwa

lecz by dalej przed siebie iść

nie wiedząc czasem dokąd 

musimy też jakoś wstać

 

idziemy przez drogi proste

i brniemy przez bezdroża

wśród łanów zbóż falujących

i ulic biegnących bez końca

 

dźwigamy nad sobą niebo

stopami znacząc ziemię

po bagnach i leśnych ostępach

o których nikt inny nie wie

 

czekają nas deszcze i burze

i czeka nas w ciszy samotność

choć tak wielu idzie tuż obok

swój ciężar z trudem unosząc


idziemy z uśmiechem na ustach

a nie raz i ze łzami w oczach

tęskniąc za chwilą szczęścia

by sercem swym w nas urosła 


piątek, 12 grudnia 2025

tamten grudzień

 

nie pamiętam ich twarzy

choć przecież chciałem zajrzeć im w oczy

i zrozumieć

 

być może dlatego że było tak zimno

pod tamtym niebem

po którym przesuwały się szare chmury

a może przez te ich tarcze z plexi 

i hełmy z przyłbicą

za którymi skrywali swój niemy strach

i zaprogramowaną nienawiść

 

nie pamiętam

 

za to pamiętam swój głuchy żal

i bezradność

na widok wymierzonych w trzy krzyże luf

 

bo nie był to sen

 

dopiero kilka lat później

czytając "Raport z oblężonego Miasta"

pachnący 

jeszcze świeżą drukarską farbą

zdałem sobie sprawę

że być może tego nie da się zrozumieć